Czytelnicze podsumowanie lutego [2026]

Hej!

Wiem, wiem – jest już połowa marca, a ja dopiero teraz przychodzę do Was z podsumowaniem lutego. Trochę mi zeszło, ale dorosłe życie nieco mnie ogranicza (czyt. praca) i dopiero teraz mogłam na spokojnie usiąść do komputera i napisać do Was kilka słów.

Co czytałam w lutym?
Głównie
baśnie braci Grimm. Jeśli ktoś zaglądał na fanpage bloga, to wie, że na początku marca prowadziłam warsztaty literackie na temat Jakuba i Wilhelma oraz spisanych przez nich baśni. Udało mi się nawet zdobyć broszury informacyjne z Grimmweltu – centrum doświadczeń w Kassel.
Zajęcia
się udały. Młodsza młodzież była zafascynowana tematem i dużo dyskutowała. Martwiłam się, że w odpowiedzi na moje pytania usłyszę ciszę, ale na szczęście tak nie było.

Po warsztatach
Dobrze, a teraz przejdźmy do tego, co czytałam w lutym.
Na
początku miesiąca dopadło mnie jakieś choróbsko, przez które musiałam spędzić tydzień w łóżku. Przez te siedem dni towarzyszyły mi dwa pierwsze tomy cyklu Dary Anioła, czyli Miasto Kości oraz Miasto Popiołów. Był to cudowny powrót do świata Nocnych Łowców. Zapomniałam, jak dobrze czyta się te powieści i jak bardzo potrafią wciągnąć.

Po chorobie sięgnęłam po Baśnie wybrane braci Grimm od wydawnictwa Media Rodzina. Jest to tłumaczenie baśni z drugiego wydania z 1819 roku. Znajdziecie tam piętnaście historii – prawdziwa perełka, którą gorąco polecam! Podczas lektury można przekonać się, jak baśnie brzmiały w niemal pierwotnej wersji.

Kolejną pozycją była nowość wydawnicza, czyli Bracia Grimm. Biografia autorstwa Ann Schmiesing, w świetnym tłumaczeniu Anny Halbersztat. Dzięki tej książce poznałam Jakuba i Wilhelma jeszcze lepiej. Zdecydowanie jedna z lepszych pozycji, które przeczytałam w tym roku. Jeśli chcecie poznać życie braci Grimm i dowiedzieć się, jak spisywali swoje baśnie, zdecydowanie polecam lekturę!
Dodatkowo
przeczytałam kilkanaście baśni z różnych zbiorów oraz mnóstwo artykułów. Przygotowałam się naprawdę solidnie do tych warsztatów.

Po przygodach z baśniami przyszedł czas na nadrobienie komiksów, które wypożyczyłam w pobliskiej bibliotece.
Na
pierwszy ogień poszedł piąty tom serii Młodzi Tytani. Ten tom dotyczy mojej ulubionej bohaterki tego cyklu, czyli Starfire (Gwiazdka). Czytałam go z wypiekami na twarzy i już teraz nie mogę doczekać się kolejnego tomu!
Kolejnym
komiksem był pierwszy tom Wiktorii Heleny, czyli Szlajfki autorstwa Katarzyny Witerscheim. Wypożyczyłam historię z ciekawości i skończyłam naprawdę zaciekawiona. Kreska jest prześliczna, a sama opowieść – fascynująca. Teraz poluję na kolejny tom.
Ostatnimi
pozycjami, które przeczytałam w lutym, były dwa tomy Aleminy oraz pierwszy tom Zombiaczka. Te tytuły nie zrobiły na mnie jednak większego wrażenia. Nie czułam potrzeby kontynuowania obu serii. Jak szybko je przeczytałam, tak szybko o nich zapomnę.

Tak wyglądał mój czytelniczy luty.

Obiecuję, że podsumowanie marca pojawi się na początku kwietnia, a tymczasem zapraszam Was do zajrzenia na moje profile w mediach społecznościowych. Znajdziecie je w bocznej szpalcie bloga.

Pozdrawiam Was serdecznie i do przeczytania już niebawem!
Indy

[01] Marta Krajewska, Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy w opowieściach [Recenzja]

Źródło okładki
Jako dziecko spędzałam każde wakacje na wsi, która miała w sobie coś z magii, tajemnicy. Pamiętam, jak
ostrzegano mnie, żebym po zachodzie słońca nie wchodziła do stodoły: „Licho za tobą pójdzie i kłopotu narobi”. Każdy zmierzch niósł ze sobą echo historii o kręcących się po wsi strachach, diabłach i istotach nie z tej ziemi. Serce biło mi mocniej, kiedy wracałam sama od koleżanki nieoświetloną wiejską ścieżką i słyszałam w pobliżu szelest czy senne beczenie owiec gonionych na noc z pastwiska.

Kiedy otworzyłam najnowszą książkę Marty Krajewskiej i przeczytałam kilka zdań, czułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie do czasów wakacji na wsi. Rusałki, licha, kikimory i inne słowiańskie strachy to osiem historii dziejących się w wiosce przycupniętej między rzeką a lasem, w którym ukryty jest żalnik. Przygodę zaczynamy razem z Jankiem jesienią, w porze dziadów, a kończymy żniwami razem ze sprytną Marcysią. Będziemy też świętować między innymi Szczodre i Jare Gody.

[00] Powrót do początku

Za oknem biała zima — kto by się spodziewał? — a w głośnikach ChilliZet i cichy jazz, którego nie słuchałam od lat. Kiedyś właśnie tak wyglądało moje pisanie: biurko, zeszyt z szeleszczącymi, gęsto zapisanymi kartkami, butelka chińskiego atramentu i bordowe pióro, a w tle cichy jazz lub smooth jazz sączący się z głośników starej wieży. ChilliZet było moją ulubioną stacją radiową — jakim cudem zapomniałam o niej na te kilka lat?

Dzisiaj zamiast opasłego zeszytu, atramentu, pióra oraz starej wieży mam wysłużony laptop i radio internetowe, które — ku mojemu zdziwieniu — dalej istnieje i potrafi odtworzyć tamten klimat.

Po raz kolejny otwieram wirtualny notes i chłodnymi palcami rozpoczynam swoją przygodę z blogiem. Kolejną
w moim życiu. Pytanie tylko, dokąd mnie ona zaprowadzi i czy będzie inspirującym przeżyciem, czy też drogą naznaczoną frustracją i poczuciem, że moje słowa wpadają w próżnię, że nikt ich nigdy nie usłyszy.

Zdaję sobie sprawę, że blogi nie są teraz popularne, że są pieśnią przeszłości. Cóż — słowa zostały po raz kolejny wyparte przez obrazy. Niestety, nie jestem w stanie pobiec w tym kierunku i być może mnie to skreśla, ale jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam, prawda?

Zapraszam Cię więc do mojego wirtualnego świata w kolorze jesiennych zmierzchów i rozgwieżdżonych zimowych nocy, w którym znajdziesz moje opinie o przeczytanych książkach i komiksach. Możesz się tu rozsiąść
z herbatą lub kawą i zatopić w moich, tkanych w rytm cichego jazzu, opowieściach o historiach, które warto (lub
i nie) przeczytać. Mam nadzieję, że poczujesz się jak u siebie i będziesz moim częstym gościem.

Jeśli post Cię zaintrygował i chcesz poznać mnie lepiej, to zapraszam Cię także do mojego świata poza tymi stronami. Na Instagramie znajdziesz zdjęcia i grafiki przeczytanych książek, krótkie migawki z mojego książkowego życia, piosenki, których namiętnie słucham, oraz miejsca, w których często bywam.