[5] Między zachwytem a rozczarowaniem

Źródło
Dawno, dawno temu w pewien chłodny jesienny poranek siedziałam na starym, rozklekotanym fotelu w pokoju i niechętnie jadłam kanapkę. W tle cicho grał włączony telewizor. W tamtych czasach wcześnie rano leciały bloki muzyczne z teledyskami. Nie byłam nimi zainteresowana. U mnie w domu o muzyce się nie mówiło. Tylko czasami matka włączała olbrzymi magnetofon stojący w kuchni i śpiewała parującym na starym piecu garnkom. Tego dnia jednak pewien klip przyciągnął moją uwagę. Cicha muzyka, czarno-biały obraz i smutni, zagniewani ludzie idący ulicą. Nagle w kadrze pojawił się on. Smutny, blady mężczyzna o pięknych włosach. Pamiętam, że te włosy bardzo mnie zafascynowały. Wszystko było przesiąknięte smutkiem, zmęczeniem. Byłam wtedy dzieckiem, nie wiedziałam kim jest ten smutny mężczyzna. Nie wiedziałam też, że wiele lat później jego historia stanie się jedną z tych, które będę chciała poznać niemal od początku do końca.

Nie przypuszczałam wtedy, że po latach wrócę do tego wspomnienia. Stało się to dopiero po obejrzeniu filmu biograficznego „Michael”, który sprawił, że chciałam dowiedzieć się o Jacksonie czegoś więcej. Jak to zwykle bywa, kiedy jakiś temat naprawdę mnie pochłonie, zaczęłam szukać książek o tym niezwykłym artyście. Za mną już Mój przyjaciel Michael, Michael Jackson 1958-2009. I love you, Poland i Moonwalk, czyli autobiografia, którą Michael napisał mając zaledwie 29 lat, a teraz przyszedł na pozycję wydawnictwa Egmont pt. Michael Jackson. Król Popu 1958-2009.

Czytelnicze podsumowanie maja [2026]

Zaraz dobiegnie końca pierwszy tydzień czerwca, a ja dalej nie potrafię mocno stanąć na nogi po trudnym dla mnie maju.

Dwa pierwsze tygodnie maja spędziłam w łóżku, walcząc z jakimś upartym choróbskiem, które nie chciało odpuścić. Antybiotyk, specjalna dieta, odżywki wzmacniające i dużo, naprawdę dużo snu. Byłam tak zmęczona i śpiąca, że nie miałam siły na zaglądanie do jakiejkolwiek książki, nad czym bardzo ubolewam. Po względnym powrocie do zdrowia (do dziś mam nieprzyjemny suchy kaszel, z którym nie potrafię sobie poradzić) musiałam wrócić do pracy i nadrabiania zaległości, co też kosztowało mnie bardzo dużo energii.

Ale co z czytaniem? Maj pod tym względem był, tak jak kwiecień, bardzo skromny. Przeczytałam tylko trzy książki. Wróciłam do świata Nocnych Łowców i sięgnęłam po dwa kolejne tomy cyklu Dary Anioła Cassandry Clare – Miasto Szkła oraz Miasto Upadłych Aniołów. Jak trzeci tom przygód Clary oraz Jace’a przeczytałam niemalże błyskawicznie, tak Miasto Upadłych Aniołów męczyłam nieprzyzwoicie długo. Byłam znudzona wątkiem Clary i Jace’a do tego stopnia, że najchętniej pomijałabym te fragmenty, ale gdybym coś takiego zrobiła, nie mogłabym spojrzeć sobie w oczy. 
W duchu dziękowałam autorce za wątek Simona i jego Znamienia Kaina. 
Piętno kainowe zainteresowało mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać o nim informacji w sieci.

[04] Landrynka, orkowie i ja. Jak (nie) czytałam Tolkiena

Źródło
Moja przygoda z twórczością J.R.R. Tolkiena zaczęła się bardzo niewinnie i podejrzewam, że trochę za wcześnie.

Pamiętam, że był pochmurny, może nawet zimowy dzień. Wybrałam się z babcią do biblioteki i nie umiałam zdecydować się na żadną książkę. Bibliotekarka zaproponowała mi „opowieść o piesku”. Wyciągnęła z półki Łazikantego. Kolorowa okładka ze skrzydlatym, białym pieskiem i jakimś palącym fajkę skrzatem. Byłam kupiona. Miałam kilka lat, interesowałam się zwierzętami i po cichu marzyłam o tym, że jak już dorosnę, zostanę weterynarzem (na marginesie: nie dorosłam i nie zostałam lekarzem weterynarii).

Po przyjściu do domu od razu rozsiadłam się z nową książką i zaczęłam czytać. Historia mnie nudziła. W ogóle nie byłam zainteresowana przygodami Łazikantego. Powieść oddałam, nie przyznając się, że jej nie przeczytałam, ale od tamtej pory skutecznie unikałam Tolkiena i wszystkiego, co z nim związane. Do czasu…

Rok 2002. W polskich kinach poruszenie, ponieważ na ekrany wszedł wyczekiwany Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia. Zamarłam, kiedy polonistka ogłosiła obowiązkową wycieczkę do kina właśnie na ten film. Kiedy dodała, że mamy napisać jego recenzje totalnie się załamałam. Naprawdę nie chciałam tam iść.