Czytelnicze podsumowanie maja [2026]

Zaraz dobiegnie końca pierwszy tydzień czerwca, a ja dalej nie potrafię mocno stanąć na nogi po trudnym dla mnie maju.

Dwa pierwsze tygodnie maja spędziłam w łóżku, walcząc z jakimś upartym choróbskiem, które nie chciało odpuścić. Antybiotyk, specjalna dieta, odżywki wzmacniające i dużo, naprawdę dużo snu. Byłam tak zmęczona i śpiąca, że nie miałam siły na zaglądanie do jakiejkolwiek książki, nad czym bardzo ubolewam. Po względnym powrocie do zdrowia (do dziś mam nieprzyjemny suchy kaszel, z którym nie potrafię sobie poradzić) musiałam wrócić do pracy i nadrabiania zaległości, co też kosztowało mnie bardzo dużo energii.

Ale co z czytaniem? Maj pod tym względem był, tak jak kwiecień, bardzo skromny. Przeczytałam tylko trzy książki. Wróciłam do świata Nocnych Łowców i sięgnęłam po dwa kolejne tomy cyklu Dary Anioła Cassandry Clare – Miasto Szkła oraz Miasto Upadłych Aniołów. Jak trzeci tom przygód Clary oraz Jace’a przeczytałam niemalże błyskawicznie, tak Miasto Upadłych Aniołów męczyłam nieprzyzwoicie długo. Byłam znudzona wątkiem Clary i Jace’a do tego stopnia, że najchętniej pomijałabym te fragmenty, ale gdybym coś takiego zrobiła, nie mogłabym spojrzeć sobie w oczy. 
W duchu dziękowałam autorce za wątek Simona i jego Znamienia Kaina. 
Piętno kainowe zainteresowało mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać o nim informacji w sieci.

W Biblii niestety nie znajdziemy dokładnego opisu piętna, ale na przykład w apokryfie pt. Księga Zohar Kain nosił na czole wyrytą jedną z liter imienia Boga, czyli coś w rodzaju tatuażu. Ludzie wiedzieli, że dotknięcie mordercy Abla sprowadzi na nich boży gniew. W powieści Clare, kiedy ktoś atakował Simona, ginął na miejscu, więc w Darach Anioła Znak Kaina pełnił funkcję ochronną. 
W innych apokryfach znalazłam informacje, że piętno kainowe nie było żadną ochroną, a przedłużeniem kary. Kain pokrywał się trądem lub drżał na całym ciele, co sprawiało, że ludzie się go bali, unikali i brzydzili. Wspominano też o tym, że zamiast rogu lub wyrytego na czole tatuażu, Bóg podarował pierwszemu mordercy w historii ludzkości psa, który biegł przed nim i atakował każdego, kto próbował skrzywdzić jego pana.

Ostatnią książką, po którą sięgnęłam w maju, była powieść pod tytułem Worry autorstwa Alexandry Tanner. Byłam jej niesamowicie ciekawa i nie mogłam doczekać się premiery. W końcu miała to być historia przedstawiająca boleśnie szczery obraz milenialsów.

Początek przygody z Jules i jej młodszą siostrą Poppy był obiecujący. Książka, mimo luźno powiązanych ze sobą wątków fabularnych, bardzo mnie wciągnęła, ale im bliżej końca byłam, tym bardziej zaczynała mnie nużyć i irytować. Obraz milenialsa zawęził się do znudzonej i przebodźcowanej młodej kobiety uzależnionej od bezmyślnego scrollowania telefonu, kłótni z Poppy oraz trudnych relacji rodzinnych z rodzicami. 
Zakończenie bardzo mnie rozczarowało i zniesmaczyło. Spodziewałam się czegoś totalnie innego, a dostałam pisaną na kolanie wydmuszkę bez większej głębi. Worry było zdecydowanie moim największym czytelniczym rozczarowaniem maja.

Mam nadzieję, że w czerwcu znajdę więcej czasu na czytanie książek i pisanie o nich. Liczę też na to, że nie dopadnie mnie żadna choroba i nie wyłączy mnie z życia na kolejne tygodnie. 
 
A co Wy będziecie czytać w czerwcu? Dajcie koniecznie znać w komentarzu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz