Zaraz dobiegnie końca pierwszy tydzień czerwca, a ja dalej nie potrafię mocno stanąć na nogi po trudnym dla mnie maju.
Dwa pierwsze tygodnie maja spędziłam w łóżku, walcząc z jakimś upartym choróbskiem, które nie chciało odpuścić. Antybiotyk, specjalna dieta, odżywki wzmacniające i dużo, naprawdę dużo snu. Byłam tak zmęczona i śpiąca, że nie miałam siły na zaglądanie do jakiejkolwiek książki, nad czym bardzo ubolewam. Po względnym powrocie do zdrowia (do dziś mam nieprzyjemny suchy kaszel, z którym nie potrafię sobie poradzić) musiałam wrócić do pracy i nadrabiania zaległości, co też kosztowało mnie bardzo dużo energii.
Ale co z czytaniem?
Maj pod tym względem był, tak jak kwiecień, bardzo skromny. Przeczytałam tylko
trzy książki. Wróciłam do świata
Nocnych Łowców i sięgnęłam po dwa kolejne tomy cyklu Dary Anioła
Cassandry Clare – Miasto Szkła oraz Miasto Upadłych Aniołów.
Jak trzeci tom przygód Clary oraz Jace’a przeczytałam niemalże błyskawicznie,
tak Miasto Upadłych Aniołów męczyłam nieprzyzwoicie długo. Byłam
znudzona wątkiem Clary i Jace’a do tego stopnia, że najchętniej pomijałabym te
fragmenty, ale gdybym coś takiego zrobiła, nie mogłabym spojrzeć sobie w oczy.
W duchu dziękowałam
autorce za wątek Simona i jego Znamienia Kaina. Piętno kainowe
zainteresowało mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać o nim informacji w
sieci.
W Biblii niestety
nie znajdziemy dokładnego opisu piętna, ale na przykład w apokryfie pt. Księga
Zohar Kain nosił na czole wyrytą jedną z liter imienia Boga, czyli coś
w rodzaju tatuażu. Ludzie wiedzieli, że dotknięcie mordercy Abla sprowadzi na
nich boży gniew. W powieści Clare, kiedy ktoś atakował Simona, ginął na
miejscu, więc w Darach Anioła Znak Kaina pełnił funkcję ochronną.
W innych apokryfach
znalazłam informacje, że piętno kainowe nie było żadną ochroną, a przedłużeniem
kary. Kain pokrywał się trądem lub drżał na całym ciele, co sprawiało, że
ludzie się go bali, unikali i brzydzili. Wspominano też o tym, że zamiast rogu
lub wyrytego na czole tatuażu, Bóg podarował pierwszemu mordercy w historii
ludzkości psa, który biegł przed nim i atakował każdego, kto próbował
skrzywdzić jego pana.
Ostatnią książką, po którą sięgnęłam w maju, była powieść pod tytułem Worry autorstwa Alexandry Tanner. Byłam jej niesamowicie ciekawa i nie mogłam doczekać się premiery. W końcu miała to być historia przedstawiająca boleśnie szczery obraz milenialsów.
Początek przygody z
Jules i jej młodszą siostrą Poppy był obiecujący. Książka, mimo luźno
powiązanych ze sobą wątków fabularnych, bardzo mnie wciągnęła, ale im bliżej
końca byłam, tym bardziej zaczynała mnie nużyć i irytować. Obraz milenialsa
zawęził się do znudzonej i przebodźcowanej młodej kobiety uzależnionej od
bezmyślnego scrollowania telefonu, kłótni z Poppy oraz trudnych relacji
rodzinnych z rodzicami.
Zakończenie bardzo
mnie rozczarowało i zniesmaczyło. Spodziewałam się czegoś totalnie innego, a
dostałam pisaną na kolanie wydmuszkę bez większej głębi. Worry
było zdecydowanie moim największym czytelniczym rozczarowaniem maja.
Mam nadzieję, że w
czerwcu znajdę więcej czasu na czytanie książek i pisanie o nich. Liczę też na
to, że nie dopadnie mnie żadna choroba i nie wyłączy mnie z życia na kolejne
tygodnie.
A co Wy będziecie
czytać w czerwcu? Dajcie koniecznie znać w komentarzu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz