Zaraz dobiegnie końca pierwszy tydzień czerwca, a ja dalej nie potrafię mocno stanąć na nogi po trudnym dla mnie maju.
Dwa pierwsze tygodnie maja spędziłam w łóżku, walcząc z jakimś upartym choróbskiem, które nie chciało odpuścić. Antybiotyk, specjalna dieta, odżywki wzmacniające i dużo, naprawdę dużo snu. Byłam tak zmęczona i śpiąca, że nie miałam siły na zaglądanie do jakiejkolwiek książki, nad czym bardzo ubolewam. Po względnym powrocie do zdrowia (do dziś mam nieprzyjemny suchy kaszel, z którym nie potrafię sobie poradzić) musiałam wrócić do pracy i nadrabiania zaległości, co też kosztowało mnie bardzo dużo energii.
Ale co z czytaniem?
Maj pod tym względem był, tak jak kwiecień, bardzo skromny. Przeczytałam tylko
trzy książki. Wróciłam do świata
Nocnych Łowców i sięgnęłam po dwa kolejne tomy cyklu Dary Anioła
Cassandry Clare – Miasto Szkła oraz Miasto Upadłych Aniołów.
Jak trzeci tom przygód Clary oraz Jace’a przeczytałam niemalże błyskawicznie,
tak Miasto Upadłych Aniołów męczyłam nieprzyzwoicie długo. Byłam
znudzona wątkiem Clary i Jace’a do tego stopnia, że najchętniej pomijałabym te
fragmenty, ale gdybym coś takiego zrobiła, nie mogłabym spojrzeć sobie w oczy.
W duchu dziękowałam
autorce za wątek Simona i jego Znamienia Kaina. Piętno kainowe
zainteresowało mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać o nim informacji w
sieci.
